Moje ulubione antipasto :)
Carpaccio… Mógłbym jeść na okrągło. Zachęcam do spróbowania tej wspaniałej przekąski, która, o dziwo nie jest obecna w kuchni włoskiej “od wieków”. Carpaccio ma raptem 60 lat! Więcej o tym jak powstało carpaccio, możesz przeczytać w Wikipedii pod hasłem carpaccio.
Ja wykonuję je w ten sposób. Na talerzu układam kopczyk z porwanej (na kawałki, nie z sklepu;) sałaty. Preferuję sałatę rzymską. Polędwicę wołową, lub rostbef wkładam na ok. pół godziny do zamrażarki. Dzięki temu mięsko trochę stwardnie i łatwiej będzie je pociąć na cieniutkie plasterki. Plastry wołowiny lekko ubijam pięścią i układam na kopcu sałaty, tak by zakryły ją całą.
Sól, pieprz, oliwa. Na chwilę się zatrzymam przy oliwie. Tylko najwyższa jakość! Bez sensu jest spożywanie wytwornego carpaccio, które bądź co bądź jest z surowego mięsa, z dodatkiem oliwy niskiej jakości, która swoim “smakiem” i “zapachem” na pewno nie przyczyni się do podreślenia smaku potrawy.
Mamy już ułożone i doprawione mięso. Na górę kładę liście rukoli i pokrojony (nie starty!) w płatki parmezan. Aha, prawie zapomniałem. Przed polaniem mięsa oliwą wyciskam na nie sok z ćwiartki cytryny.
W czasie przygotowywania carpaccio bagietka spieka się w piekarniku, a w kieliszku “oddycha” Chianti ![]()
Tak przygotowany talerz na 10 minut wrzucam do lodówki, by mięso trochę się zamarynowało.
Czasem, jak mam ochotę skrapiam je lekko balsamico. Tobie też polecam spróbować…

Trackbacki